Merry Xmas to myself.

Od dwóch sezonów świątecznych męczyła mnie idea wykorzystania mikołaja i dzieciaków do sesji. W końcu, dzięki pomocy Arka i Mateusza, taka sesja doszła do skutku. Dopóki się za nią nie zabraliśmy miałam to za pestkę, jednak stuprocentowa aranżacja otoczenia i modeli, zwłaszcza tak wyjątkowych, nie należy do najłatwiejszych. Tym bardziej dla mnie, osoby czczącej naturalne światło, naturalne warunki i naturalne efekty. Ale lubimy wyzwania. Dwa dni ustawiania, załatwiania, biegania, krzątania się…

Ta sesja dała nam mnóstwo radości, przez co zaczęłam się zastanawiać czy czasem dla samych besktejdży nie będziemy robić takich więcej :D Co do efektów… nie jestem do końca zadowolona jeśli o mnie chodzi. Drażni mnie oświetlenie i inne techniczne sprawy. No i sama mogłam dać z siebie więcej. Jednakowoż nasi mali modele i sam Mikołaj spisali się rewelacyjnie a przecież o zabawę głównie chodziło (:

Gorące podziękowania dla Piacha za pomoc ze strony backstage’owej, Tomka za pożyczenie swoich cudownych dzieciaków, cudownych dzieciaków za śmiałą i wspaniałą grę przed obiektywem, Izy za użyczenie mikołajowego wdzianka, Mateusza za „będę twoim mikołajem” i Arka za ogromne zaangażowanie w sesję. kocham *;

 

Wam, Misiaczki, życzę spokojnych i rodzinnych świąt, a w nadchodzącym roku samych pomyślności w każdej sferze życia *;  sobie zaś życzę, żebyście dalej ze mną byli i wspierali mnie równie mocno jak dotąd. Wkładacie duży pierwiastek pozytywu w to co robię *; dziękuję.

re:fresh?

 

 

nie zaglądałam tu bardzo długo. spowodowane było to masą zmian, jakie wprowadziłam w życie. głęboko zastanawiam się nad porzuceniem drobiazgowych form wylewania siebie i prowadzeniem raz a porządnie jednego bloga, bez rozdrabniania. zobaczymy.

tymczasem, tak jak obiecywałam nagminnie nie dotrzymując słowa przez swoje roztrzepanie, postaram się czynniej tu zaglądać i wrzucać nieco więcej. mam nadzieję, że mi w tym pomożecie (:

miłego weekendy Robaki i do zobaczenia *;

MWKR.

Zarówno wczoraj, jak i dziś odbywa się w Sopocie na Haffnera [naprzeciw szkoły] Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych. Nie mogło mnie tam zabraknąć oczywiście (:  Wystawka była przepełniona słodkimi kociakami. Można było się tam rozpłynąć, niestety również z powodu warunków panujących na dworze. Jest to jedyny, największy minus tej wystawy. Jednak zwierzęta dzielnie to znoszą, przy pomocy swoich właścicieli, oporu zimnej wody i wiatraczków. Gorąco polecam odwiedziny tam wszystkim miłośnikom tych cudaków! Osobiście przyczaiłam się już z Babełkiem na rudego Maine Coona, który zapewne w przyszłości znajdzie miejsce w naszym domku (:  Osobom, które planują kociaka w domu również gorąco polecam. Można tam się sporo nauczyć, dowiedzieć.

Fotorelacja nieco chaotyczna.. eh cała ja. Zarywam właśnie drugą nockę, także wybaczcie (; Jako, że uwielbiam koty, trochę ich tu się znalazło. No bo jak tu ich nie kochać? :D

Enjoy (:

The same old stories in the jungle.

Jak obiecałam tak pokazuję jak to było z moją obroną. Chwalić się nie ma czym, bo gro nieszczęśliwych wypadków zmusiło mnie do zrobienia całkowicie innego dyplomu, niż planowałam, tym razem w zaledwie kilka dni. Wystarczyły dwa (;  Nie próbujcie tego ze swoimi dyplomami. Ja miałam w tym całym nieszczęściu sporo szczęścia terminowego, modelowego, choć i tu bez komplikacji się nie obyło.

W pewną piękną niedzielę studio szkolne zamieniło się w zwierzyniec oraz warsztaty malowania ciała :D

Oczywiście moje roztrzepanie pozwoliło pozostawić po sobie ślady na tle oraz ścianie studia, czego nie omieszkano mi wypomnieć podczas obrony ;P

Bekstejdżowe fotki dzielnie wykonywała Kijeca, szczęśliwa właścicielka pajączka.

Niemniej dzielnie pozował Janek, zarazem niebywale ucieszony faktem pozowania z tak wdzięczną modelką.

Ptasznikowi, siłą rzeczy, poświęciliśmy najwięcej czasu. Z dwóch powodów: był najbardziej nieruchomy i najbardziej [wg nas ;P] nieprzewidywalny. Potem przyszedł czas na fretkę…

… i na Rudzię. Była w pierwszym rzucie. Zapewne wystarczyłby nam jeden dzień na te fotki, jednak zmuszona byłam powtórzyć sesję z fretką, gdyż kompozycyjnie nie wszystko było płynne. W drugim rzucie fretkowym modelką była już Natalka, gdyż nieszczęśliwie Rudzia nie mogła zjawić się na powtórce.

Ostatnia przypadła Mija, w najszybszej sesji na świecie. Sprawnie i na temat.

Poruszając temat myszki skontaktowałam się z jej właścicielem. Jest poddawana leczeniu. Na sesji była doraźnie i dosłownie kilka chwil, także krzywda jej się nie działa. Kot też przeżył. To tak jakby ktoś znów chciał rzucać jakieś hasła etc na temat maltretowania zwierząt.

Przyszedł w końcu też dzień samej obrony. Spodziewałam się publicznego linczu, choćby za nerwówkę jaką zaserwowałam dyrekcji i samej sobie, ale byłam miło zaskoczona (:  Obroniłam się z wyróżnieniem.

Przy okazji gratuluję również pozostałym już fotografom (:

Zdjęć z obrony użyczył Michał Pachnia.

A o to tyle krzyku…

Podziękowania dla Janka, Oli, Klaudii, Natalii za poświęcenie, właścicielom zwierząt za zaufanie i Jull, Kijecy oraz Łukaszowi za wsparcie i pomoc.

Mówiłam, że nie będę kontynuować tej serii, ale mam na nią grubszy pomysł, także możliwe, iż powstanie tych zdjęć więcej.

Enjoy *;

DPS w Bielawkach.

Dom Pomocy Społecznej w Bielawkach dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych intelektualnie prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego. Pierwszego dnia przyjeżdżam tam z LZ. Krótka rozmowa z siostrami, pokazanie rozległego ośrodka. Imponujący widok pawilonów zamieszkałych przez „rodzinki”, tj dzieci  wychowywane programem opracowanym przez założycielkę Matkę Wincentę Jadwigę Jaroszewską. System polega na stworzeniu dzieciom domowej, ciepłej atmosfery, otulenie ich miłością i przywrócenie radości życia oraz stawia na maksymalny rozwój fizyczny, rehabilitacyjny, intelektualny i społeczny. Pierwsze chwile wprowadziły we mnie zamęt. Siostry podały obiad, poopowiadały trochę. Już w tej surowej salce, w której nas przyjęto czuć było dobro bijące z tego miejsca. LZ zostawił mnie i pognał robić swoje. Niepewnie wzięłam do ręki aparat i szłam za jedną z sióstr, pokazującą mi kolejne zakamarki. Robiłam powoli zdjęcia, próbując wyłapać choć część tej magicznej atmosfery, która unosiła się wokół. Wprowadzono mnie na salę, gdzie zgromadziło się sporo dzieciaków. Załapałam się na zabawę taneczną. Powoli uspokajając się wyłapywałam roześmiane twarze bawiących się podopiecznych. Od tego momentu uśmiech do dziś wieczora nie schodził mi z twarzy. Nie tylko wspaniałe wyposażenie obiektów oraz warunki budziły podziw, ale także, a może przede wszystkim, widoczna praca sióstr, rehabilitantek, terapeutek. Miało się wrażenie, że na sali skupiły się wszystkie najgorsze krzywdy jakie człowiek mógł otrzymać od losu, ale w ogóle się tego tam nie czuło. Świecące oczy dzieci, każdy bawił się na miarę swoich możliwości, wszędzie śmiechy i podążanie za słowami piosenek. Kumulowało się tam całe życie, energia… Potem chwile wyciszenia w kaplicy, majowe piosenki, moment modlitwy. Na tym poprzestałam. I tak było dość wrażeń jak na pierwszy dzień. Po powrocie do domu próbowałam przemielić wszystko, co zobaczyłam. Wcale nie ogarniał mnie żal ani smutek, a raczej radość, że są takie miejsca na Ziemi, gdzie te dzieci czują się potrzebne, naprawdę kochane, bez zbędnych otoczek ktoś poświęca im życie. Dzięki kilku osobom mogą funkcjonować w społeczeństwie, nie być tylko kolejną cyferką w rejestrze. Kolejnego dnia wybrałam się tam już sama. Autobus do odcinka przedpelplinowego, potem dwudziestominutowy spacer do ośrodka. Wchodząc przez bramę czuć woń wiosennych kwiatów z wypielęgnowanego ogrodu, swawolny śpiew ptaków i ogromny spokój. Czuję się jak u siebie, ciepło przywitana przez rehabilitantki, podopiecznych. Zaczynam chwytać dzieci podczas wyszywania, układania, zabaw. Dzień mijał spokojniej. Gdy tylko wyszło słońce zaraz za nim na podwórko wysypały się wszystkie dzieci i Zdzisiu z gitarą. Niesamowitym było czuć co chwilę niespodziewane uściski, przytulenia. Wszystko takie naturalne i spontaniczne. Chwile na obiad, znów leniwe kąpiele słoneczne, w końcu kolejne majowe, tym razem na dworze, przed figurką Matki Boskiej. Czas mojej pracy dobiegł końca. Wróciłam z dyskiem pełnym zdjęć, sercem pełnym pozytywnych bodźców, jednak głowę i myśli zostawiłam jeszcze tam.

To niebywałe spotkać tyle dobra w jednym miejscu, zwłaszcza kiedy na co dzień ogląda się same beznadziejne, przykre sceny, słucha niedorzecznych narzekań. Każdy człowiek ma swoje problemy, jednak warto czasem zajrzeć przez ramię tym najbardziej potrzebującym. Wcale nie po to, by poprawić sobie samopoczucie i docenić to, co się posiada. Ale po to by sprowadzić swoje uczucia na odpowiedni tor, by nabrać więcej ludzkości i zrozumienia. Podziwiam szczerze zaangażowanie ludzi tam pracujących, którzy potrafili stworzyć tak rodzinną atmosferę, że każdy nowy gość szybko czuje się tam zadomowiony. A każde jego kolejne odwiedziny w tym miejscu sprawiają, że nabiera nowych sił do działania, do dzielnego stawiania czoła życiu. Sporo można nauczyć się od tych dzieciaków. Przede wszystkim woli walki o każdy następny dzień, mimo braku namacalnych bądź widzialnych perspektyw. Będę tam częstym gościem na tyle, na ile czas mi pozwoli. Na szczęście jeszcze trochę współpracy z nimi mnie czeka. Myślę, że każdy kto raz to miejsce odwiedzi, będzie chciał tam wracać. I za to jestem im wszystkim wdzięczna.

just a chapter in the past.

Na dzień dobry wszelakiego dobrego życzę. Na nowy rok wytrwałości, pogody ducha, sił do walki i mocy laurów *; Wypadałoby wrzucić parę kadrów z zeszłej nocy, acz może zrobię to później (:

Teraz przenieśmy się kilka dobrych dni wstecz, na przedwigiliją sesję z Darią i Ananaskiem. Standardowo mix wszystkiego. Było wesoło i chcę więcej (; A to już może niebawem (;

Dajcie mi wszyscy w nowym roku takich sesji więcej. Będę Was kochać do końca świata.

Sekaku Liveband.

Wigilia. Godzina po 10, zaraz po tym jak Moosie w tajemniczych okolicznościach zaginął telefon a wraz z nim wszystkie kontakty świata, Sekaku zrobiło sobie małą wigilijną próbę.

– Dziś jest Wigilia. W Wigilię nie kradną!

– K****, nie ma już sygnału!

– Oj, ktoś nie czuje magii świąt.

*

– Przyszedł sms.

– Jest sygnał!

– Pewnie koleś chce zapytać jaki masz puk!


Serdecznie chłopakom dziękuję za podtrzymanie mnie na duchu w tej, jakże rozpaczliwej dla mnie sytuacji ;P

Tak btw. jest to rozeznanie terenu dla mojego kolejnego długoterminowego projektu. Powiedzmy planu be. Do czego nie będę się narazie chwalić, bo nie lubię się tłumaczyć jak później coś nie wypala ;P Póki co zapraszam do chłopaków. Kto ich jeszcze nie zna, na pewno o nich usłyszy (;

eat this.

polecam kliknąć na okno i przenieść się na yt, bo jak zwykle coś nie halo z nim.


Twitter Updates

Błąd: Twitter nie odpowiada. Poczekaj kilka minut i odśwież tą stronę.

Lipiec 2017
Pon W Śr C Pt S N
« Gru    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

RSS w moosowch głośniczkach…

  • Błąd: kanał prawdopodobnie nie działa. Spróbuj ponownie później.